Wpisy z tagiem: czekolada
środa, 02 maja 2012
Istna bomba kaloryczna! Przed zrobieniem tego ciasta zaczęłam się wahać czy aby na pewno dobrze robię, ale po jego spróbowaniu... :) Byłam przekonana, że każdy spróbuje po kawałeczku i większość zostanie. Mimo, że jest bardzo syte to została mniej niż ćwiartka. Deser znikał w tempie ekspresowym. Przepis pochodzi ze strony Gluten-free Goddes. Piekłam w tortownicy o średnicy 20cm, ponieważ nie miałam odpowiedniej, nadmiar ciasta rozlałam do dwóch kokilek. Przepis (tortownica o średnicy 22cm):
W kąpieli wodnej (w dużej misce albo garnuszku) rozpuścić śmietankę, masło oraz czekoladę. Zostawić do ostudzenia. Jajka ubić z solą i cukrem do podwojenia objętości - ok. 3-4 minut. Następnie masę jajeczną wymieszać z masą czekoladową oraz dodać ekstrakt waniliowy. Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, a boki z zewnątrz obłożyć folią aluminiową (ciasto może wyciekać, ja zawsze kładę tortownicę na małej kwadratowej blaszce). Piec w 180°C przez godzinę (aż do popękania wierzchu). Następnie ostudzić i schłodzić w lodówce przez kilka godzin (lub całą noc). Wierzch ciasta posypać kakao lub cukrem pudrem. Wyciągnąć z lodówki na parę minut przed podaniem, dla osiągnięcia lepszej struktury.
sobota, 14 kwietnia 2012
Miały być babeczki, ale wyszedł z tego raczej deser w stylu sufletu. Ale taki właśnie był mój zamiar :) Piekłam prawie dwa razy krócej niż zaleca oryginalny przepis, żeby wnętrze pozostało wilgotne... :) Myślałam, że będzie płynny, tak jak w czekokubkach. Płynny nie był, ale i tak było pysznie - skórka chrupiąca i krucha, taka bezowa, a środek wilgotny i aromatyczny. Piekłam w kokilkach i kilku małych silikonowych foremkach, ponieważ nie wiedziałam jak bardzo ciasto urośnie. Następnym razem dam mniej cukru i bardziej napełnię kokilki. Przepis z książki "Słodki świat" Ewy Wachowicz. Przepis (użyłam 3 kokilek i 4 małych foremek, ale wystarczą w zupełności 3-4 kokilek):
Czekoladę razem z masłem roztopić w kąpieli wodnej. Żółtka ubić z 3 łyżkami cukru, wymieszać dokładnie z ciepłą masą czekoladową. Masę trzymać w cieple, żeby nie stężała (mnie stężała i musiałam ją nieco podgrzać w kąpieli wodnej). Białka ubić na sztywno z solą i pozostałymi 3 łyżkami cukru. Wymieszać delikatnie z masą czekoladową. Napełnić wysmarowane masłem foremki i piec w 180°C przez ok. 16 minut.
Przepis dodaję do akcji Wypieki bez mąki jako wypiek niedietetyczny ;)
niedziela, 19 lutego 2012
Czekoladowy Weekend powinien trwać przynajmniej przez tydzień, może wtedy zdążyłabym cokolwiek przygotować ;) Poprzednia propozycja była na szybko, a obecna spowodowana zapasem białek w zamrażalniku. Muszę przyznać, że pavlova w wersji czekoladowej jest przepyszna! Do tego mus z wiśni i bita śmietana, niebo w gębie :) Przepis z Moich Wypieków. Przepis (zamiast jednej zrobiłam 5 mniejszych bez):
Posiekać czekoladę. Białka ubić z szczyptą soli, powoli dodając cukier, na końcu dodać ocet. Delikatnie wmieszać kakao i czekoladę. Masę wyłożyć na papier do pieczenia (jako jedną lub kilka mniejszych bez). Mniejsze bezy piec przez 30-40 minut w 150°C. Bezy podawać z bitą śmietaną i kwaśnymi owocami, np. musem w wiśni.
Alternatywa dla zwykłego budyniu (czy też raczej kisielu mlecznego) znaleziona w książce "Dieta South Beach" Arthura Agatstona jako "Ciasto czekoladowe na kruchym spodzie". W oryginale spód zrobiony był z "dmuchanego" ryżu, ja natomiast wykorzystałam bezglutenowe płatki kukurydziane i ryżowe. Zwiększyłam też ilość budyniu, ponieważ wydaje mi się, że byłoby go za mało. Przepis (forma o średnicy 20cm):
Podgrzać masło orzechowe, dodać ryż (płatki) i wymieszać. Wylepić formę (wyłożyłam na spód, ponieważ masa była sypka) i wstawić do zamrażalnika na godzinę (włożyłam do lodówki). Następnie (po 1h) zrobić budyń i od razu przelać do formy. Schłodzić w lodówce przez godzinę. Przepis dodaję do Czekoladowego Weekendu 1 Zrobiłam budyń z 3 szklanek mleka, 3 pasków czekolady deserowej, 3 łyżek kakao, 3 łyżeczek cukru i ok. 15 łyżeczek skrobii kukurydzianej (potrzeba jej więcej niż ziemniaczanej do zagęszczenia)
środa, 28 grudnia 2011
Eksperymentalny bezglutenowy piernik wzbogacony bakaliami, przełożony domowymi powidłami śliwkowymi oraz polany gorzką czekoladą. Niczym nie ustępuje "zwykłemu" piernikowi z mąki pszennej. Lekko kwaśne powidła przełamują słodycz ciasta i nadają mu wilgoci. Przyprawę do piernika zrobiłam samodzielnie :) Przepis (keksówka ok. 28x10cm):
Bakalie pokroić drobno, zalać wrzątkiem i zostawić na kilka minut. W garnuszku rozpuścić masło, miód i cukier, dodać przyprawy i kakao, zostawić, żeby lekko ostygło. W misce wymieszać mąki, sól i sodę, dodać ciepłą masę miodową i wymieszać. Następnie dodać żółtka i śmietanę, całość wymieszać dokładnie. Dodać do ciasta odsączone z wody bakalie i wymieszać. Białka ubić na sztywno, dodać do ciasta delikatnie mieszając. Masę wlać do przygotowanej formy (ja wyłożyłam papierem do pieczenia). Piec w 170°C 50-60 minut (do suchego patyczka). Ostudzone ciasto przekroić wzdłuż na pół, przełożyć gorącymi powidłami, złożyć i wierzch polać rozpuszczoną czekoladą.
sobota, 22 października 2011
Prezentowane torciki zrobiłam na urodziny swoje, potem na urodziny Teściowej, a zrobię jeszcze jeden taki na urodziny Babci :) Biszkopt zrobiłam z przepisu Dorotuś na biszkopt rzucany, oczywiście podmieniając mąki. Świetny przepis bez użycia proszku do pieczenia, a rzucanie daje wielką frajdę ;) Krem nie jest żadną nowością, podobne przepisy krążą po internecie. Bardzo pasuje mi jego konsystencja, jest lekka, ale nie ma niebezpieczeństwa z rozlewaniem się, jaki miałam kiedyś z kremem na samej śmietanie. Do przełożenia użyłam również musu jagodowego w jednym przypadku, konfitury z owoców leśnych w drugim, a za trzecim zrobię mus z czerwonych porzeczek. Wydaje mi się, że lekko kwaskowy smak czerwonych porzeczek bardzo by tu pasował. Przepis na biszkopt (tortownica 20cm):
Cytuję za autorką: "Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta. Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Boków formy niczym nie smarować, papierem wykładamy tylko dno. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka). Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić." Piekłam 30 minut w 160°C, rzucałam ciasto na taboret z trochę mniejszej wysokości, ale za to trzy razy ;) Pod koniec pieczenia, kiedy widziałam, że wierzch już zbrązowiał, przykryłam go folią aluminiową. Ostudzone ciasto oddzieliłam od boków formy i podzieliłam na trzy blaty. Przepis na mus czekoladowy:
Rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej, lekko ostudzić i wymieszać dokładnie z serkiem mascarpone. Ubić kremówkę, dodać krem czekoladowy i dokładnie wymieszać. Dodatkowo:
Wykonanie: Nasączyć blaty (użyłam wody z sokiem z cytryny, w sumie 0.75 szklanki). Ułożyć pierwszy blat na paterze, nałożyć warstwę musu czekoladowego (ok. 0.5cm), następnie dżem owocowy - ok. 3-4 łyżeczek. Nałożyć na to drugi blat, mus i dżem, przykryć ostatnim blatem. Resztą musu czekoladowego pokryć boki i wierzch tortu, musu wystarczy również na ozdobienie (niestety ja nie mam zdolności w tym kierunku).
środa, 19 października 2011
Postanowiłam jeszcze raz wykonać ciasto, które wcześniej mi się nie udało (efekty tutaj). Tym razem użyłam 1/4 porcji i piekłam w kokilkach. Powstało coś w rodzaju sufleta, lekkie ciasto, szybko opadające po wyjęciu z piekarnika. Dobre na ciepło, ale bardziej smakowało mi po ostygnięciu. Przepis tu (robiłam z 1/4 porcji, na dwie kokilki), piekłam ok. 10-12 minut w 150°C.
poniedziałek, 11 lipca 2011
W sobotę upiekłam babeczki kakaowe z czekoladą, oczywiście bezglutenowe. Nie wiem co mnie napadło, żeby użyć do nich częściowo mąki tzw. mlecznej (nie polecam). Babeczki zrobiły się "kauczukowe" ;) ostrzegałam, że są niejadalne, jednak dzielna rodzinka się poczęstowała. Niestety babeczek zostało jeszcze kilka, a ja nie chciałam ich wyrzucać. Przypomniałam sobie ciasto z czerstwego chleba i postanowiłam przerobić te moje gnioty na coś wartościowszego. W porównaniu do torta di pane dałam mniej mleka, proporcje sa inne, zdawałam się raczej na wyczucie i zawartość lodówki. Szczerze mówiąc, ciasto jest nadal trochę "elastyczne", ale zjadliwe. Mąż nie narzekał ;) Jak na kauczuki, z których było zrobione jest przyzwoite. Przepis (użyłam tortownicy o średnicy 20cm):
W misce rozkruszyć ciasto. Mleko pogrzać, zalać ciasto, zostawić do nasiąknięcia (zostawiłam na 1h). Dodać pokrojone na kawałki bakalie, orzechy, przyprawy, dosłodzić w razie potrzeby. Dodać roztrzepane jajka i całość wymieszać. Zostawić masę na 1h. Następnie przełożyć do wysmarowanej masłem formy i piec ok. 30-35 minut w 180°C.
niedziela, 10 lipca 2011
Z przepisu Dorotuś, oczywiście z moimi zmianami ;) Również sposób wykonania nieco zmieniłam, rozpuszczając czekoladę przed dodaniem żółtek. Lody są pyszne, nie za słodkie, kremowe i co mnie zdziwiło, nie mrożą się na kamień. Bardzo pasuje mi w nich lekko wyczuwalna goryczka gorzkiej czekolady :) Przepis (objętościowo weszły w pudełko 1l):
W rondelku podgrzać śmietanę, mleko, cukier i czekoladę do rozpuszczenia składników. Żółtka ubić mikserem, dodać do masy śmietanowo-mlecznej, dobrze wymieszać i podgrzewać na najmniejszym ogniu kilka minut mieszając (nie zagotować!), żeby żółtka się nie zwarzyły1. Gotową masę odstawić do ostudzenia, dodać wódkę, po czym schłodzić w lodówce. Następnie masę o temperaturze lodówkowej przelać do maszyny lub zamrażać mieszajac co 2h (użyłam maszyny do lodów). 1 Wg oryginalnego przepisu masa ma zgęstnieć, ale tak się nie dzieje. Podgrzewałam ją kilka razy, zestawiając z palnika, gdy była za gorąca. Tak więc myślę, że wystarczy podgrzewać ją kilka minut, mieszając, żeby nic się nie zwarzyło. Z komentarzy Dorotuś: "ważne, by spełniała tzw. test łyżeczki. Po odwróceniu łyżeczki i przeciągnięciu przez nią palcem, ślad nie powinien się rozlewać."
środa, 20 kwietnia 2011
Chciałam wpisać tytuł oryginalny, ale na wszelki wypadek sprawdziłam jego tłumaczenie i okazało się, że w książce jest błąd ;) napisane jest "torta di panna" czyli ciasto z kremem.. a tu nijak kremu nie ma. Za to jest chleb, czerstwy na dodatek. Ciasto bardzo bogate, nie dodawałam jednak wszystkich składników, co zaznaczę w przepisie. Nie lubię marnowania jedzenia. Zdarza się u nas jednak, że pieczywa jest więcej niż jesteśmy w stanie przerobić. Wtedy szukam pomysłu na spożytkowanie tego co miałoby zostać niedługo wyrzucone. Przepis ten znalazłam już dość dawno w ksiażce u brata :) Tytuł "Śniadanie i lunch", wydawnictwo Mak, tytuł oryginału "Brunch". Przepis znajduje się na stronie 28. Zastanawiałam się czy coś sensownego z tego ciasta wyjdzie.. i wyszło:) Jest wilgotne, nieco zbite, ale ja za takimi przepadam. Zresztą nie miało jak urosnąć. Jak już pisałam wnętrze ma bogate, nie za słodkie (zawsze redukuję ilość cukru), nie za tłuste (pominęłam masło). Rodzinie też smakowało, niestety tylko Narzeczony nie może go spróbować :( A to ciasto wymagało ode mnie trochę poświęcenia.. Zaplanowałam sobie jego upieczenie wczoraj, specjalnie musiałam wstać wcześniej i lecieć do sklepu po ciasteczka i czekoladę ;) Przed zajęciami przygotowałam masę chlebową, po zajęciach resztę. Ale w sumie, oprócz tarcia migdałów (można kupić oczywiście już starte), nie zabiera wiele czasu. No i podsumowując było to moje ciacho imieninowe :) Przepis (tortownica o średnicy 20cm):
Chleb pokroić, rozkruszyć ciastka amaretti i wymieszać razem. Mleko zagotować z laską wanilii, wyjąć wanilię, mlekiem zalać chleb z ciastkami i zostawić na 4-5h pod przykryciem (u mnie 6h). Chleb odsączyć (patrz 1), przełożyć do miski, dodać rodzynki, skórkę pomarańczową, cytrynową, migdały, dodać alkohole. Zetrzeć/posiekać czekoladę i dodać do masy. Dodać przyprawy (pominęłam). Całość wymieszać i odstawić na godzinę (u mnie stało 20min.). Ubić jajka z cukrem na puszystą masę, dodać do masy chlebowej, wymieszać. Tortownicę wysmarować masłem, wyłożyć ciasto, pozostałe masło pokruszyć na wierzchu (pominęłam). Posypać orzeszkami/płatkami migdałowymi. Piec 60-70 minut w 200°C. Podawać po ostudzeniu. 1 Stwierdziłam, że marnotrawstwem jest zalewać chleb litrem mleka, po to żeby go potem odsączać, więc użyłam 0.5 litra i masy nie odsączałam. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moje
Ulubione
|